W piątek, 16 stycznia 2026 r., nasza krakowska wspólnota przeżywała wyjątkowy czas łaski dzięki wizycie ks. kard. Grzegorza Rysia, który przybył do klasztoru przy ul. Starowiślnej wraz ze swoim osobistym sekretarzem ks.Łukaszem Jachymiakiem. Centrum spotkania była uroczysta Msza Święta za wspólnotę Sióstr Urszulanek, za wszystkich objętych apostolstwem Sióstr oraz za współpracowników w misji.
W weekend 23-25 stycznia 2026 młodzież z całych Niderlandów zgromadziła się na Weekendzie Młodych Katolików, którego tematem przewodnim było: „Ty też musisz dawać świadectwo, bo jesteś ze Mną”. Weekend w Apeldoorn koncentrował się na pogłębianiu wiary, wspólnoty, modlitwie i konkretnym świadectwie w życiu codziennym.
Ewangelia o Ofiarowaniu Pańskim odsłania przed nami nie tylko światło spotkania, ale także długi cień drogi, która do niego prowadzi. W centrum świątyni pojawia się Dziecko, Światło na oświecenie pogan, a jednak całe to wydarzenie zanurzone jest w doświadczeniu czekania, milczenia i trwania. Życie konsekrowane od samego początku wpisuje się w ten rytm dnia i nocy, jasności i ciemności, pocieszenia i próby. Anna, prorokini, „nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą”.
Kończy się czwarty rok pełnoskalowej inwazji rosyjskiej na Ukrainę. Ludzie są coraz bardziej zmęczeni, wojskowi na froncie pewnie najbardziej. Ktoś pokłada nadzieję w negocjacjach pokojowych, a ktoś podchodzi do tego sceptycznie. Tymczasem ze strony rosyjskiej nie widać znaków, które wskazywałyby na chęć zakończenia tego koszmaru - piszą Siostry pracujące w Ukrainie.
Coroczne spotkania Sióstr pracujących w Ukrainie stały się już dobrą tradycją. Pomimo różnych trudności, związanych przede wszystkim ze stanem wojny, w tym roku również udało nam się spotkać. W dniach 7-9 stycznia 2026 r. gościł nas, jak zwykle, dom kołomyjski. W spotkaniu wzięły udział Siostry ze wszystkich naszych domów w Ukrainie.
Każde powołanie chrześcijańskie - a więc i nasze powołanie urszulańskie - zaczyna się i kończy w miłości. To miłość Boga nas powołuje, prowadzi i przemienia. A my każdego dnia wracamy do tej samej modlitwy serca: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham”. Te słowa nie rozbrzmiewają jedynie na kartach Ewangelii, w scenie rozmowy Jezusa z Piotrem nad brzegiem Jeziora Genezaret. Są one również wyrzeźbione w marmurze nad statuą św. Anieli Merici, wzniesionej w 1866 r. dzięki staraniom ks. Franciszka Piotra Richaudeau w Bazylice św. Piotra w Rzymie.
Uważność św. Anieli nie była chwilowym skupieniem ani duchową techniką. Była stylem życia, który prowadził ją do decyzji, odwagi i odpowiedzialności. Aniela wiedziała, że prawdziwa uważność zawsze domaga się odpowiedzi: skoro widzę, skoro rozumiem, skoro słyszę - to jak żyję? Nie zatrzymywała się na refleksji. Uważność prowadziła ją do czynu.
Dla św. Anieli modlitwa nie była ucieczką od życia ani sposobem na chwilowe uspokojenie myśli. Była najbardziej uważnym momentem jej dnia - chwilą, w której stawała przed Bogiem taka, jaka jest. Bez masek, bez upiększeń, bez udawania duchowej dojrzałości. Modlitwa była dla niej spotkaniem twarzą w twarz z Tym, który zna serce lepiej niż ona sama.
Uważność św. Anieli ostatecznie dojrzewała w wielkiej życzliwości. Nie była ona jedynie uprzejmością czy miłym zachowaniem, lecz wewnętrzną postawą serca, które naprawdę życzy drugiemu dobra. Aniela wiedziała, że sposób, w jaki myślimy o innych, wcześniej czy później ujawnia się w naszych słowach, gestach i decyzjach. Dlatego tak bardzo zależało jej na tym, by relacje były prowadzone nie siłą, lecz miłością, nie szorstkością, lecz łagodnością.
Uważność Anieli obejmowała również zgodę na prawdę o sobie samej. Doświadczała choroby, śmierci najbliższych, słabości i ograniczeń, ale nie walczyła z nimi w gniewie ani nie próbowała ich wymazać z własnej historii. Przyjmowała je jako przestrzeń, w której Bóg może działać najpełniej.
Uważność św. Anieli szczególnie wyrażała się w jej zdolności do współczucia. Potrafiła zobaczyć człowieka tam, gdzie inni widzieli jedynie błąd, słabość albo zagrożenie. Jej serce było wrażliwe na tych, którzy byli zagubieni, dalecy od Boga a często także odrzuceni przez innych. Nie przechodziła obok nich obojętnie, bo wiedziała, jak łatwo człowiek może zagubić drogę i jak bardzo potrzebuje wtedy czyjejś obecności.
W świętej Anieli była obecna głęboka ciekawość człowieka i działania Boga. Nie była to ciekawość powierzchowna ani ciekawskość, która chce wiedzieć więcej, by oceniać lub porównywać. Było to uważne zainteresowanie - pragnienie rozumienia tego, co dzieje się w sercu drugiego, i rozeznawania, jak Bóg prowadzi go jego własną drogą. Aniela wiedziała, że nie da się towarzyszyć komuś naprawdę, jeśli nie jest się gotowym zatrzymać, zapytać i słuchać.

Ewangelista Mateusz rozpoczyna Kazanie na Górze sceną, która sama w sobie jest już teologią: Jezus wchodzi na górę, siada i naucza. W Biblii góra jest zawsze miejscem objawienia: to tu Bóg mówi, tu daje Prawo, tu odsłania swoją wolę. A jednak to, co Jezus wypowiada, zaskakuje. Nie są to nakazy ani zakazy, lecz osiem razy powtórzone słowo makárioi - „błogosławieni”, „szczęśliwi”. W języku greckim nie chodzi o chwilowe zadowolenie, ale o stan głębokiego spełnienia, który ma swoje źródło w Bogu, a nie w zmiennych okolicznościach.

Szukajcie najpierw Królestwa Bożego.
św. Aniela Merici