2025-08-24 XXI Niedziela Zwykła
XXI NIEDZIELA ZWYKŁA

Rozważanie na XXI Niedzielę Zwykłą – Bądź zbawiony!
Dzisiejsze czytania prowadzą nas w samo serce tajemnicy zbawienia – słowa, które w języku hebrajskim brzmi jasza i oznacza ratunek, wybawienie, wyprowadzenie z niebezpieczeństwa. Z tego źródłosłowu wywodzi się imię Jeszua, które po grecku brzmi Iesous, a po polsku Jezus. Już w Jego imieniu ukryta jest obietnica: „Jahwe ratuje”. Zbawienie nie jest pojęciem abstrakcyjnym, ale ruchem - ruchem Boga ku człowiekowi. To jak dłoń wyciągnięta do tonącego. Bóg nie stoi na brzegu obojętnie. On zanurza się w głębię naszego zagubienia, by nas wyciągnąć.
Ta prawda pobrzmiewa w dzisiejszym pierwszym czytaniu z Księgi Izajasza: „Ja znam czyny i zamysły ich wszystkich i przybędę, by zebrać wszystkie narody i języki” (Iz 66,18). Bóg nie ratuje jednego narodu, jednej elity, lecz wszystkich – od krańców ziemi. W oryginale hebrajskim padają obrazy „przyprowadzenia” i „zgromadzenia” jak pasterz, który zbiera owce rozproszone. Co więcej, Bóg posyła „znak” – zapowiedź Mesjasza, który stanie się tym ratunkiem. W perspektywie Nowego Testamentu widzimy, że tym znakiem jest krzyż – największy paradoks: narzędzie śmierci staje się kołem ratunkowym rzuconym człowiekowi.
Autor Listu do Hebrajczyków (Hbr 12, 5-7.11-13) przypomina nam, że droga zbawienia nie jest wygodnym spacerem. Padają tam słowa, które w grece brzmią paideia – wychowanie, kształtowanie. Bóg ratuje, ale ten ratunek nie polega na uniknięciu wysiłku czy cierpienia. Przeciwnie, Jego „dłoń” czasem nas prostuje, czasem karci, byśmy nie pobłądzili. „Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi” – to oznacza, że Jego troska nie jest bierna. Dyscyplina, o której mówi autor listu, jest jak mocny uchwyt dłoni, gdy grozi nam niebezpieczeństwo. Zbawienie to też nie tylko uwolnienie z grzechu, ale proces przemiany i uczenie się młości - doświadczenie, które owocuje pokojem i sprawiedliwością.
Ewangelia (Łk 13, 22-30) stawia nas w obliczu pytania: „Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?”. Jezus nie odpowiada statystyką, lecz wezwaniem: „Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi”. W języku greckim użyte tu słowo agonízesthe pochodzi od rdzenia agon – termin ten w świecie greckim kojarzył się z areną sportową, biegiem, walką zapaśników, wysiłkiem, który wymagał determinacji, skupienia i wyrzeczeń. To nie jest zwykłe „postarajcie się”, ale wezwanie do intensywnej walki, do całkowitego zaangażowania. Od tego samego rdzenia pochodzi nasze słowo „agonia” oznaczające wewnętrzne zmaganie aż po ostatni oddech. O jakie zmaganie chodzi? Nie o walkę z innymi, ale o walkę z samym sobą. W Biblii drzwi bardzo często są symbolem przejścia do komunii, do relacji. W Apokalipsie Chrystus mówi: „Oto stoję u drzwi i kołaczę. Jeśli ktoś usłyszy mój głos i otworzy drzwi, wejdę do niego” (Ap 3,20). Drzwi to zawsze miejsce spotkania – ktoś czeka po jednej stronie, ktoś musi otworzyć po drugiej. „Ciasne drzwi” z Ewangelii Łukasza wskazują, że wejście do relacji z Bogiem nie jest szerokim korytarzem, gdzie można wejść z tłumem i wszystkim, co się ma. To przejście, w którym nie zmieści się pycha, egoizm, ani przekonanie, że wystarczy powierzchowna znajomość Jezusa. Relacja wymaga bliskości, a bliskość wymaga ogołocenia – zostawienia balastu. Co więcej, drzwi są obrazem decyzji: albo je otworzysz, albo pozostaną zamknięte. Nikt nie przejdzie przez nie za ciebie. Ciasne drzwi to zaproszenie do osobistego „tak” wobec Boga. Nawet jeśli jesteś w tłumie słuchających Jezusa, nie wejdziesz bez własnej decyzji. I wreszcie: drzwi to przestrzeń intymności. Po jednej stronie jest hałas ulicy, po drugiej – dom, stół, wspólnota. Jezus mówi: „Wielu będzie chciało wejść, ale nie będą mogli”. Dlaczego? Bo zabrakło im tej więzi, która rodzi się w codziennym zmaganiu się o miłość, w otwieraniu drzwi serca, gdy On puka.
Ciekawym szczegółem jest, że w tym zdaniu czasownik agonízesthe jest w trybie rozkazującym i w formie ciągłej (present imperative) – co oznacza: „Nie przestawajcie się zmagać, trwajcie w tym wysiłku”. To nie jest jednorazowa decyzja, ale proces. To codzienne „tak”, które bywa trudne i kosztowne.
Zbawienie nie jest więc biernym oczekiwaniem, ale odpowiedzią na wyciągniętą dłoń Boga. Ciasne drzwi to nie kaprys, lecz obraz relacji. Ciekawy jest też kontrast: ci, którzy „jedli i pili” z Jezusem, a jednak zostają odrzuceni. Znajomość Boga z zewnątrz nie wystarczy. Zbawienie nie jest wejściówką na podstawie wspólnych zdjęć z Mistrzem. To jest więź, która się rodzi w codziennym „tak” dla Jego woli, w posłuszeństwie, w miłości.
W tym świetle pięknie brzmi dawne łacińskie pozdrowienie Salve! – „bądź pozdrowiony, zdrowy”, ale też „bądź ocalony”. W tej prostej formie kryje się pragnienie, by drugi człowiek doświadczył ratunku. Może dlatego Kościół modli się: Salve Regina – „Witaj Królowo, Matko miłosierdzia”, bo w Niej spotykamy Tę, która najpełniej przyjęła wyciągniętą dłoń Boga.
Dziś więc słowo „zbawienie” staje się bardzo konkretne. Nie jest to bilet do nieba, ale ręka, która nas chwyta w chwili słabości. Ręka, która nie puszcza, nawet gdy się opieramy. Imię Jezus to obietnica, że Bóg zawsze jest po naszej stronie. A Jego głos brzmi jak echo tego starożytnego pozdrowienia: „Bądź zbawiony”. Pytanie tylko: czy pozwolimy się uchwycić?
s. Anna OSU

Niedziela Chrztu Pańskiego zaprasza nas więc, by jeszcze raz wrócić nad własny Jordan. By przypomnieć sobie, że tam, gdzie pozwalamy Bogu zstąpić, otwiera się niebo. A nad każdą historią, która zostaje zanurzona w Chrystusie, wciąż rozbrzmiewa ten sam głos: „Tyś jest mój syn umiłowany, moja córka umiłowana. W tobie mam upodobanie”.

Proście Go, uniżajcie się wobec niezmierzonej potęgi Boga.
św. Aniela Merici