2025-07-27 XVII Niedziela Zwykła
XVII NIEDZIELA ZWYKŁA

XVII Niedziela Zwykła – Bóg, który szuka dobra, nawet wśród zła
„Choćby znalazło się tylko dziesięciu...” – to słowa Abrahama, który w dzisiejszym pierwszym czytaniu z Księgi Rodzaju wstawia się za Sodomą (Rdz 18,20–32). W oryginalnym hebrajskim mamy tu czasownik "chaláh" – oznaczający nie tylko proszenie, ale wręcz „zmiękczanie” serca Boga. Abraham negocjuje z Bogiem, ale w tej rozmowie wyraźnie widać coś więcej niż tylko targ: pragnienie ocalenia, nadzieja na dobro, które może się jeszcze znaleźć – choćby w dziesięciu ludziach.
W tej scenie Bóg objawia się nie jako surowy Sędzia, ale jako cierpliwy Poszukiwacz sprawiedliwości. Jego gotowość do przebaczenia nie jest mechaniczna, lecz głęboko ludzka i relacyjna. Szuka znaku nadziei, nawet tam, gdzie króluje niegodziwość.
W Ewangelii (Łk 11,1–13) Jezus uczy uczniów modlitwy, którą wszyscy znamy: „Ojcze nasz”. Co ciekawe, w oryginalnym greckim „epiousios” – słowo przetłumaczone jako „chleba powszedniego” – występuje tylko w tej modlitwie i nigdzie indziej w całym Nowym Testamencie! Jego znaczenie nie jest do końca jasne, ale może oznaczać chleb na dziś, na jutro, albo „konieczny do życia” – ten, który jest znakiem troski Ojca o nasze codzienne potrzeby, zarówno materialne, jak i duchowe.
Zaraz po modlitwie Jezus opowiada przypowieść o natrętnym przyjacielu, który puka do drzwi w środku nocy. W tekście greckim pojawia się tu słowo "anaideia", tłumaczone zwykle jako „natręctwo” lub „bezczelność”, ale oznacza raczej nieustępliwą śmiałość, odwagę, by prosić z ufnością. Jezus mówi: proście – a będzie wam dane. Szukajcie – a znajdziecie.
Wspólny mianownik tych czytań? Bóg nie zniechęca się ludzką niegodziwością, ale cierpliwie szuka dobra i wzywa do dialogu i relacji. Abraham wstawia się za grzeszników, Jezus uczy nas modlitwy do Boga jako Ojca, który słyszy i odpowiada, a św. Paweł w Liście do Kolosan (Kol 2,12–14) przypomina, że w Chrystusie zostaliśmy ożywieni, a nasz „dług” został przybity do krzyża. W języku greckim pada tu termin "cheirographon" – dokument dłużny, zobowiązanie. Bóg kasuje nasz dług nie z powodu zasług, ale z miłości.
I właśnie w kontekście tej Bożej światłości, która rozprasza ciemność, chcę się podzielić pewną symboliczną sceną z mojej ostatniej wizyty w Gorlicach. To tam, w 1854 roku, zapłonęła pierwsza na świecie uliczna lampa naftowa – i to nie gdzie indziej, jak przy kapliczce z rzeźbą Jezusa Frasobliwego, na skrzyżowaniu ulic Kościuszki i Węgierskiej. Dziś to miejsce upamiętnia początek światła w mroku nocy, ale ma też wymiar duchowy: Jezus – zatroskany, ale obecny pośród ciemności – staje się źródłem światła dla całego miasta. Oryginalna rzeźba znajduje się obecnie w Muzeum Regionalnym w Gorlicach, ale jej przesłanie jest nadal żywe: Bóg naprawdę zapala światłość – nawet w miejscach, które zdają się spowite nocą.
Bóg nie czeka, aż staniemy się idealni. Szuka choćby dziesięciu. Szuka jednej duszy, jednego aktu dobra, jednej iskry wiary. W obliczu własnych słabości i niegodziwości świata, nie pozostaje nam nic innego jak stanąć jak Abraham – w rozmowie z Bogiem, i jak uczniowie – z sercem otwartym na naukę modlitwy.
Bóg jest tym, który szuka człowieka – nie żeby go potępić, ale ocalić. Pragnie, byśmy nie bali się prosić, pytać, kołatać. Bóg jest Królem Światłości. I nawet gdy nasze skrzyżowania wydają się pełne mroku – On zapala tam lampę.
s. Anna OSU

Niedziela Chrztu Pańskiego zaprasza nas więc, by jeszcze raz wrócić nad własny Jordan. By przypomnieć sobie, że tam, gdzie pozwalamy Bogu zstąpić, otwiera się niebo. A nad każdą historią, która zostaje zanurzona w Chrystusie, wciąż rozbrzmiewa ten sam głos: „Tyś jest mój syn umiłowany, moja córka umiłowana. W tobie mam upodobanie”.

Proście Go, uniżajcie się wobec niezmierzonej potęgi Boga.
św. Aniela Merici