logo
Aktualności

W środku nocy | Odcinek 2: Sen Jakuba – powołanie w cieniu ucieczki

Była noc. Pustynna noc – czarna, zimna, rozciągnięta jak cień winy. Jakub szedł sam. Twardy grunt pod stopami, kamień w sercu, milczenie między jednym oddechem a kolejnym. Każdy krok oddalał go od domu, od ojca i matki, od brata, którego oszukał.

Droga między „Studnią Przysięgi” a „Spaloną Ziemią”

Wszystko zaczęło się w Beer-Szebie (hbr. בְּאֵר שֶׁבַע) – w miejscu, które znaczy „Studnia Przysięgi” albo „Studnia Siedmiu”. Nazwa nosi w sobie pamięć o przymierzu. Tam Abraham złożył przysięgę. Tam płynęła woda – symbol życia, łaski, bezpieczeństwa. Dla Jakuba to miejsce dzieciństwa, domu, historii jego ojca i dziadka. Korzenie. Obietnica. Porządek. A jednak to właśnie stamtąd musiał odejść. Uciekał nie tylko przed bratem, którego zdradził, ale i przed własnym lękiem, winą, niepewnością. Opuszcza źródło, by wyruszyć w stronę Charanu (hebr. חָרָן ) – miejsca, którego nazwa może znaczyć „spalona ziemia” albo „miejsce żaru”. Zostawia za sobą przysięgę i studnię, by wejść w ziemię wysuszoną słońcem, trudną, obcą. To nie była zwykła podróż. To był wewnętrzny szlak przemiany. Z miejsca błogosławieństwa – do miejsca próby. Z ustabilizowanego „tak” przeszłości – do płonącego pytania o przyszłość. Beer-Szeba to tożsamość nadana: „jesteś synem Izaaka, wnukiem Abrahama, dziedzicem obietnicy”. Charan to tożsamość do wypracowania: „kim jesteś naprawdę, kiedy nikt cię nie zna, kiedy nie ma ojca, matki, kiedy wszystko, co masz, to kamień pod głową?” Między jednym a drugim miejscem rozciąga się noc. Ciemność nie jest przypadkiem – to czas przejścia, czas snu, w którym objawia się Bóg. Pośrodku drogi, gdzieś w pustkowiu, gdzie nie ma nic poza milczeniem, Jakub śni i widzi drabinę sięgającą nieba. To nie w Beer-Szebie, przy studni obietnicy, ale na kamieniu pośrodku pustki, spotyka Boga twarzą w twarz. Tam, gdzie ziemia wydaje się martwa, a przyszłość niepewna – niebo zstępuje.

Dziwny sen

Jakub w końcu zatrzymał się – raczej nie z wyboru, lecz z wyczerpania. „Przybył na jakieś miejsce” – mówi Biblia. „Hammaqom” (dosł. to miejsce) – w tradycji rabinicznej to jedno z imion Boga. Midrasz mówi, że Bóg jest miejscem świata, a nie świat miejscem Boga. Hebrajski tekst sugeruje zatem, że to miejsce przyszło do niego a Jakub w pewien sposób zderzył się z nim - zderzył się z tajemniczą obecnością. Jakub zasypia z głową opartą o kamień a we śnie "Ujrzał drabinę postawioną na ziemi, której wierzchołek sięgał nieba". Słowo „sullām” (סֻלָּם) – tłumaczone jako „drabina” – występuje w całej Biblii hebrajskiej tylko tutaj. Jest tajemnicze. Być może oznacza rampę czy schody lub pochylnię, jak w świątyniach mezopotamskich – zigguraty miały właśnie takie rampy, łączące niebo z ziemią. Ale tu nie człowiek buduje wieżę do nieba – to Bóg zsyła drabinę na ziemię. W sam środek ludzkiego niepokoju. Ziemia jest jej podstawą – tu, gdzie śpi Jakub, na kamieniu, w miejscu jego ucieczki i słabości. A wierzchołek – tam, gdzie mieszka Bóg. Dwie rzeczywistości – boska i ludzka – łączą się nad jego głową.

Werset 12 dodaje, że „Aniołowie Boży wstępowali i zstępowali po niej”. Niezwykłe jest to, że najpierw wstępowali a potem zstępowali – jakby byli już na ziemi, gotowi do powrotu ku górze. Ruch dwukierunkowy symbolizuje nieprzerwaną więź: modlitwy wznoszą się, łaska zstępuje. Niebo nie jest zamknięte. Bóg nie milczy. Ten ruch to również obraz duchowego życia i ludzkiej wędrówki ku wewnętrznej przemianie.

Słowa Boga: pięć obietnic

Jakub patrzył i usłyszał głos mówiący ze szczytu drabiny: „Ja jestem Pan, Bóg Abrahama i Bóg Izaaka”. To tożsamość Boga, który objawia się jako wierny Przymierzu. Bóg objawia się Jakubowi bezpośrednio – do tej pory Jakub znał Go tylko z opowieści ojca. W nocy Jakub doświadcza osobistego powołania i obietnicy Bożej obecności. Nie jest już tylko synem, bratem, oszustem. W tej chwili stał się człowiekiem, do którego mówi Bóg. Bez światła, bez świątyni, bez zasług. W środku nocy Bóg składa w serce Jakuba pięć obietnic:

  1. „Ziemię, na której leżysz, dam tobie i twemu potomstwu.” - ziemia to w Biblii nie tylko miejsce – to przyszłość, dziedzictwo, misja. Leży na niej znużony, niepewny – a Bóg mówi: to twoje miejsce. Twoje powołanie czeka, nawet jeśli dziś tego nie czujesz.
  2. „Potomstwo twe będzie jak proch ziemi...” Obietnica życia, płodności, kontynuacji. Tam, gdzie Jakub jest sam, pojawia się wizja wspólnoty, przyszłości, błogosławieństwa.
  3. „Rozprzestrzenisz się na zachód i wschód, północ i południe” – cały świat zostaje objęty tą wizją. Człowiek, który czuje się niczym, zostaje nazwany źródłem życia dla narodów. Słowa te są nawiązaniem do obietnicy Abrahama (Rdz 12,3) – Jakub zostaje włączony w misję zbawczą.
  4. „Ja jestem z tobą, będę cię strzegł, dokądkolwiek pójdziesz.” - to sedno Bożej obietnicy. Jakub nie dostaje mapy i nie wie, co się wydarzy, ale otrzymuje obecność. Bóg nie wyznacza drogi, lecz idzie nią razem z nim.
  5. „Sprowadzę cię z powrotem do tej ziemi... nie opuszczę cię...” - słowo „powrót” (hebr. szuw) to kluczowe słowo biblijne – oznacza też nawrócenie, przemianę. Bóg zapowiada, że droga przez Charan, przez doświadczenie i walkę, doprowadzi go z powrotem – nie tylko do ziemi, ale do siebie samego.

Sen Jakuba nie jest snem marzyciela. To inicjacja duchowa. Bóg nie mówi: „wszystko będzie proste” – ale: „będę z tobą”. Drabina nie znika po przebudzeniu – ona zostaje zapisana w jego sercu. Staje się drogą, po której Jakub będzie szedł przez lata. Dlatego też kamień, który miał pod głową, ustawia jako pomnik i namaszcza go oliwą, jakby konsekrował również własną przyszłość.

Przebudzenie w środku nocy

W Starym Testamencie sen (hebr. ḥalom) jest przestrzenią, w której człowiek spotyka Boga. Sny bywają prorockie, symboliczne, ostrzegawcze (np. sny faraona, sen Samuela, sen Salomona). Sen nie był postrzegany jako coś nieistotnego – wręcz przeciwnie: mógł zawierać objawienie. Bywał przestrzenią, gdzie Bóg mówił w sposób, który omijał codzienne bariery (strach, pychę, grzech). A przecież nie trzeba być Jakubem, by mieć taki sen. Każdy z nas nosi w sobie drabinę – napięcie między tym, kim jesteśmy, a tym, kim moglibyśmy się stać.  Drabina to nie ambicja, lecz tęsknota - marzenie o tym, by nasze życie miało znaczenie. W każdym z nas drzemie pragnienie sięgające nieba.

To właśnie symboliczna prawda o życiu duchowym. Zaczynamy w miejscu komfortu, gdzie wszystko jest poukładane, ale prawdziwe spotkanie z Bogiem często wydarza się w drodze, między tym, kim byliśmy, a kim mamy się stać. Czasem trzeba wyjść ze „studni przysięgi”, by przejść przez „spaloną ziemię” – i dopiero tam usłyszeć słowa, które tworzą nowego człowieka: „Ja jestem z tobą… nie opuszczę cię”. Droga z Beer-Szeby do Charanu to archetyp duchowego rozeznania. Zostawiam to, co znane i idę w stronę niewiadomego. Po drodze tracę złudzenia, twarz, którą nosiłem dla innych, ale pośrodku tej ciemności, właśnie w środku nocy, otwiera się niebo. Być może najpełniej widzi się drogę do Boga wtedy, gdy nie ma już nic – tylko kamień pod głową i pytanie: „co dalej?”

W twojej nocy – może właśnie teraz – Bóg stawia drabinę. Nie pyta, czy jesteś gotowa. Nie czeka, aż będziesz lepszy. Po prostu przychodzi i mówi: „Ja jestem z tobą… nie opuszczę cię.”. Być może ten kamień, na którym dziś płaczesz, jutro stanie się pomnikiem spotkania. Może właśnie w miejscu, które wydaje się przypadkowe – Bóg czekał na ciebie od zawsze. 

s. Anna OSU

Niedziela Chrztu Pańskiego

Niedziela Chrztu Pańskiego zaprasza nas więc, by jeszcze raz wrócić nad własny Jordan. By przypomnieć sobie, że tam, gdzie pozwalamy Bogu zstąpić, otwiera się niebo. A nad każdą historią, która zostaje zanurzona w Chrystusie, wciąż rozbrzmiewa ten sam głos: „Tyś jest mój syn umiłowany, moja córka umiłowana. W tobie mam upodobanie”.

Na dziś

Miejmy zawsze serca rozpalone miłością.

św. Aniela Merici