Kolejna ważna noc w życiu Jakuba i być może kolejna bezsenna noc w Twoim życiu. Jesteśmy nad brodem rzeki Jabbok. Jakub odprowadził już wszystkich - rodzinę, sługi, dobytek - na drugi brzeg. Został sam - Wayyibātēr Ya‘ăqōb lĕbaddô (Rdz 32,25) - samotny, bez zabezpieczeń, bez planu B. Nocne powietrze pachnie niepewnością. Jakub wie, że jutro spotka Ezawa, brata, którego kiedyś oszukał. Wraca do ziemi obietnicy, ale w sercu niesie lęk. Nieprzespane noce często obfitują w sztuczki wyobraźni, która prześladuje nas błędami przeszłości i straszy niepewnością jutra. Taka noc była dla Jakuba i może stać się dla nas czasem granicznym, miejscem przejścia i laboratorium tożsamości.
Nagle ktoś staje naprzeciw Jakuba. Tekst mówi: ’îš - mąż, człowiek. Ale nie poznajemy jego twarzy. Tajemniczy przeciwnik rzuca się na Jakuba. Zaczyna się walka, w której kurz i pot mieszają się z modlitwą. Hebrajskie ’āvaq znaczy „tarzać się w kurzu”. To zmaganie jest konkretne, fizyczne, nie wirtualne. Walczą do świtu. W pewnym momencie ów mąż dotyka stawu biodrowego Jakuba. Cios wymierzony w samo centrum siły. W Biblii yārek (biodro) to nie tylko anatomiczny detal, ale miejsce płodności i życia. Jakub od tej chwili utyka. Noc pozostawia w jego ciele ślad, który będzie mu towarzyszyć do końca życia. Hebrajskie ṣōlēa podkreśla jego słabość: krok spowolniony przez ranę. Bóg błogosławi, przechodząc przez kruchość, nie omijając jej.
A jednak Jakub nie rezygnuje w tym momencie. „Nie puszczę Cię, dopóki mi nie pobłogosławisz” - to zdanie jest modlitwą wytrwałości. Ozeasz doda później: „płakał i błagał Go” (Oz 12,4). „Jak się nazywasz?” - pyta tajemniczy przeciwnik. Jakub wyznaje prawdę: jestem tym, który chwyta za piętę, sprytnym kombinatorem, tym, który układa życie po swojemu. To wyznanie bez retuszu. Wtedy słyszy: „Nie będziesz się już nazywał Jakub, lecz Izrael” - Yiśrā’ēl, „bo sāritā (zmagałeś się) z Bogiem (’ēl) i z ludźmi, i zwyciężyłeś (wattūkāl)”. Zwyciężył nie siłą, ale wytrwałością, nie wypuszczając Boga z rąk. Nowe imię nie kasuje przeszłości, ale przemienia ją w misję, aby stać się człowiekiem, który przeszedł noc z Bogiem.
Świt wschodzi nad Jabbokiem i nad przemienionym Jakubem z jego nowym imieniem i z raną, która przypomina, że prawdziwa moc jest w łasce, nie w sprycie. Nadaje temu miejscu imię Penuel - Oblicze Boga, gdyż widział Boga i przeżył. Mamy tu pewien paradoks: gdzie indziej Bóg powie Mojżeszowi: „Nie może człowiek oglądać mojego oblicza i pozostać przy życiu” (Wj 33,20). Jakub nie tylko przeżył - on się narodził. Utykając, idzie ku przyszłości - wolniej, ale prawdziwiej.
Każdy z nas ma swój Jabbok - moment przejścia, którego nie da się ominąć. Miejsce, gdzie trzeba stanąć „lĕbaddô” - sam na sam z Bogiem, bez masek i iluzji. Rozeznawanie wymaga odwagi, by stanąć w prawdzie o sobie: przyznać się do „starego imienia”, do mechanizmów kontroli i lęku. Trzeba zgodzić się na ranę, na ograniczenie, które stanie się sakramentem słabości. Świt widzi ten, który przetrwał noc.
Może dziś powtarzasz w sercu: „Nie puszczę Cię, dopóki mnie nie pobłogosławisz”. To dobra modlitwa na noc. Pozwól, by On dotknął miejsc, które chcesz ukryć. Nie bój się, jeśli po tej walce pójdziesz wolniej. Pójdziesz jako ktoś nowy: człowiek, który widział Oblicze i ocalał.
Rozeznawanie: jak tę noc przetrwać dziś

Niedziela Chrztu Pańskiego zaprasza nas więc, by jeszcze raz wrócić nad własny Jordan. By przypomnieć sobie, że tam, gdzie pozwalamy Bogu zstąpić, otwiera się niebo. A nad każdą historią, która zostaje zanurzona w Chrystusie, wciąż rozbrzmiewa ten sam głos: „Tyś jest mój syn umiłowany, moja córka umiłowana. W tobie mam upodobanie”.

Nie traćcie ducha.
św. Aniela Merici