Noc w historii Samuela nie jest przypadkiem. Biblia mówi: „W owych czasach rzadko Pan przemawiał, widzenia nie były częste” (1 Sm 3,1). Hebrajskie słowo jaqar („cenny, rzadki, nieliczny”) sugeruje, że Boże słowo było w tamtym czasie niemal ukryte, tak jak gwiazdy zasnute chmurami. To nie był okres, w którym łatwo było usłyszeć Boga - tym bardziej znaczące staje się powołanie chłopca. W świecie, gdzie cisza wydaje się pusta, właśnie tam Bóg wybiera Samuela, by uczynić go swoim prorokiem.
Historia Samuela
Samuel był dzieckiem wyjątkowym - owocem modlitwy i miłości swojej matki, Anny. Hebrajski tekst podkreśla, że Anna była bezdzietna, a jej serce spłonęło pragnieniem potomka. Kiedy Bóg wysłuchał jej modlitw, Samuel stał się nie tylko darem dla rodziny, lecz znakiem Bożej wierności i troski - owocem miłości, który przynosi radość tam, gdzie wydawało się, że życia nie będzie. Jednak Samuel dorastał w świecie, który duchowo wydawał się pusty. Heli, starszy kapłan, i jego synowie pełnili służbę w przybytku, lecz ich serca były osłabione, a nadużycia i brak szacunku dla świętości wskazywały na duchową bezpłodność. Hebrajskie słowo raca - „grzech, przewinienie” - pojawia się w kontekście nadużyć synów Helego (1 Sm 2,22-25). Arka Przymierza, znak obecności Boga wśród Izraela, była tam obecna fizycznie, lecz duchowo zapomniana, jakby zasypana kurzem ludzkiej obojętności i rutyny. To właśnie w tym kontekście, wśród duchowego nieładu i zapomnianej obecności Boga, młody chłopiec uczy się słuchać. Jego życie staje się pomostem między tym, co ludzkie i ograniczone, a tym, co Boże i niezniszczalne.
Noc inna niż wszystkie
Samuel śpi w przybytku, niedaleko Arki Przymierza - serca Izraela i to tam, w ciemności nocy, rozlega się głos. Hebrajski tekst mówi po prostu: „JHWH zawołał Samuela” (qara’ - „wołać”, „wzywać”). To słowo ma w sobie dynamikę - nie jest to jedynie neutralne „przywołanie”, ale wołanie, które domaga się odpowiedzi, które ma moc tworzenia relacji.
Najbardziej poruszający jest jednak moment, gdy Bóg zwraca się do chłopca podwójnym imieniem: „Samuelu, Samuelu!” W Biblii taka podwójna forma nie jest zwykłym powtórzeniem. To sposób wyrażenia niezwykłej bliskości, czułości i miłości Boga. Tak samo Bóg mówi w innych momentach historii człowieka: „Abrahamie, Abrahamie” (Rdz 22,11), gdy zatrzymuje rękę patriarchy wymierzoną w Izaaka albo: „Mojżeszu, Mojżeszu” (Wj 3,4), gdy powołuje go przy gorejącym krzewie. Powtórzone imię jest jak dotknięcie serca - oznacza, że Bóg nie tylko zna człowieka, ale że obejmuje go swoją bezgraniczną miłością. Komentator żydowski Raszi pisał, że gdy Bóg woła podwójnym imieniem, mówi tak naprawdę: „Kocham cię - nie martw się, moja następna prośba nie jest trudna”. Nie jest to suchy nakaz, ale wołanie z serca do serca. Można powiedzieć, że w tym powtórzeniu imienia ukryty jest największy skarb - prawda o tym, że jesteś kochany. Głos Boga nie pojawia się w życiu po to, żeby cię przestraszyć, przycisnąć do ściany albo odebrać wolność. On przychodzi w nocy, gdy nie możesz zasnąć, kiedy przewracasz się z boku na bok, bo dręczą cię pytania: kim jestem? czego chcę od życia? czy w ogóle moje dotychczasowe życie ma sens? Właśnie wtedy Bóg wypowiada twoje imię, czasem bardzo cicho, czasem tak, że wydaje się tylko echem jakiejś odległej opowieści. Bóg jest „miłośnikiem życia” (por. Mdr 11, 22 – 12, 2) – jest miłośnikiem Twojego życia i nie potrafi mówić do Ciebie, nie udzielając Ci przy tym Swojej miłości.
Samuel nie rozpoznaje od razu tego głosu. Myli go z głosem człowieka - biegnie do Helego. To doświadczenie jest bardzo bliskie nam: ile razy słyszysz w sercu wezwanie i od razu przypisujesz je komuś innemu - „to tylko moje myśli”, „to tylko emocje”? Biblia pokazuje, że rozeznawanie wymaga czasu, cierpliwości, czasem również kogoś, kto pomoże ci nazwać to, co naprawdę się dzieje. Heli, mimo że sam już duchowo osłabł, podpowiada: „Jeśli jeszcze raz ktoś cię zawoła, powiedz: Mów, Panie, bo sługa Twój słucha”.
Słuchający sługa
Słowo eved, tłumaczone jako „sługa”, nie jest synonimem bezwolnego poddanego. W starożytnym Izraelu bycie sługą Boga oznaczało przede wszystkim przymierze i oddanie całego życia, świadome wybieranie woli Boga ponad własną. Sługa Boga w tym kontekście jest kimś, kto oddaje siebie, aby Boże słowo mogło zaistnieć w świecie - jego życie staje się instrumentem działania Boga. Hebrajskie szomea, czyli „słuchać”, również ma głębszy sens niż zwykłe „usłyszeć”. To słowo oznacza uważną obecność i gotowość do posłuszeństwa. W Izraelu słuchać kogoś ważnego znaczy nie tylko przyjmować jego słowa do świadomości, lecz także przyjąć jego wolę w czynach, w sercu, w decyzjach całego życia. Słuchanie jest zatem formą czynnego zaangażowania, a nie biernego odbioru.
Kiedy Samuel mówi: „Mów, Panie, bo sługa Twój słucha”, włącza w te dwa słowa całą swoją tożsamość. Nie mówi: „Spróbuję posłuchać, jeśli będzie mi wygodnie”, lecz: „Całe moje życie jest gotowe, aby odpowiadać na Twój głos”. To wyznanie jest jak klucz do drzwi serca - otwiera przestrzeń dla Bożego działania: „Panie, jeśli Ty mówisz, ja chcę tak żyć, żeby Twoje słowo stało się częścią mnie”. W kulturze Izraela słowo to ma jeszcze jeden wymiar: bliskość i zaufanie. Sługa, który słucha, jest w domu swojego pana, wie, że jest kochany i chroniony, i dlatego może w pełni powierzyć Mu swoje życie. Tak jak Samuel - chłopiec w ciemności, który nie rozumie jeszcze wszystkich spraw Bożych, ale odważnie je podejmuje.
Dla młodego człowieka, który zmaga się z własnymi wątpliwościami i niepewnością drogi, jest to dobra lekcja, że powołanie nie zawsze objawia się w wielkich gestach. Czasem pojawia się w ciszy nocy, w poczuciu zagubienia, w pytaniach, na które nie ma łatwej odpowiedzi. Bycie „sługą słuchającym” oznacza gotowość, aby te pytania zanieść przed Boga i pozwolić Mu mówić - nie narzucając swojej woli, ale otwierając serce na Jego miłość.
Może właśnie dzisiaj, kiedy czujesz, że coś cię niepokoi, że trudno ci zasnąć, bo w głowie krążą obrazy i myśli, których nie rozumiesz - to nie jest tylko przypadek. Może to właśnie noc twojego powołania, kiedy Bóg cicho wypowiada twoje imię. Życzę Ci, żebyś usłyszał podwójne wołanie Twojego imienia - jak Samuel. Pamiętaj, że za tym głosem stoi miłość, największy skarb, jaki możesz odkryć w swoim sercu.

Niedziela Chrztu Pańskiego zaprasza nas więc, by jeszcze raz wrócić nad własny Jordan. By przypomnieć sobie, że tam, gdzie pozwalamy Bogu zstąpić, otwiera się niebo. A nad każdą historią, która zostaje zanurzona w Chrystusie, wciąż rozbrzmiewa ten sam głos: „Tyś jest mój syn umiłowany, moja córka umiłowana. W tobie mam upodobanie”.

Patrz na Syna Bożego
jakby dla ciebie samej przyszedł na świat.
Jest twój, jest twoim wszystkim,
jest twoją jedyną Miłością.
św. Maria od Wcielenia