Już za chwilę rozpoczynamy nowy rok szkolny – czas, który jest czymś więcej niż tylko kolejnymi miesiącami nauki. To przestrzeń spotkań, wyzwań i odkryć, ale także szansa, by na nowo odczytać swoje posłanie. Każdy z nas jest zaproszony, by być apostołem – nie tylko z imienia, ale i z życia. Apostołem w klasie, w domu, wśród przyjaciół, w sieci. Rok szkolny to nie tylko lekcje i oceny, ale codzienna misja: wnosić dobro, pokój, nadzieję tam, gdzie panuje pośpiech i zniechęcenie.
Być Apostołem
Kiedy słyszymy słowo „apostoł”, myśl biegnie ku pierwszym uczniom Jezusa, którzy zostawili wszystko, by iść za Mistrzem. Ale Ewangelia nie zamyka tej historii w przeszłości. Być apostołem dziś to nie znaczy koniecznie podróżować po świecie jak św. Paweł ani głosić kazań na placach miast. W świecie pełnym hałasu, szybkich informacji i cyfrowych relacji apostoł to ten, kto ma odwagę kochać — prawdziwie, cierpliwie, bezinteresownie. To ten, kto w miejscu pracy, w rodzinie, w sieci potrafi wnieść światło, nadzieję i pokój. Apostołowie XXI wieku nie chodzą w sandałach po drogach Galilei, ale po korytarzach biur, szkolnych klasach i ulicach miast. Ich „płaszczem” jest codzienność, a ich „mową” — świadectwo życia, które mówi więcej niż tysiąc słów. Tak było i wtedy, gdy Kościół przeżywał zawirowania epoki odrodzenia. W niewielkiej miejscowości Desenzano nad jeziorem Garda rodziła się święta, którą współcześni nazwali Apostola nuova — Nowa Apostołka. Aniela Merici, prosta kobieta bez wykształcenia teologicznego, stała się proroczym głosem dla świata, w którym kobiety rzadko pełniły rolę nauczycielek i przewodniczek. Jej misja – cicha, ale potężna wyrastała z głębokiej więzi z Chrystusem i umiłowania Pisma Świętego. Aby zrozumieć, dlaczego nazywano ją apostolską, warto sięgnąć do korzeni samego słowa „apostoł” i spojrzeć na jej życie w świetle Biblii.
Apostołowie przed apostołami?
Choć w Starym Testamencie nie spotykamy słowa „apostoł” w sensie znanym z Ewangelii, idea posłania przez Boga jest tam obecna od samego początku. Hebrajskie słowo שָׁלַח (šālaḥ), oznaczające „posłać”, pojawia się setki razy w kontekście misji Bożych wysłanników. Najbliższym odpowiednikiem „apostoła” w Biblii hebrajskiej jest określenie šālîaḥ – „posłaniec”, ktoś działający w imieniu tego, kto go wysłał. Prorocy byli właśnie takimi wysłannikami. Mojżesz został posłany do faraona (Wj 3,10), Izajasz słyszy pytanie Boga: „Kogo poślę? Kto by nam poszedł?” (Iz 6,8), a Jeremiasz słyszy w młodości: „Do kogokolwiek cię poślę, pójdziesz” (Jr 1,7). W Septuagincie, czyli greckim tłumaczeniu Starego Testamentu, używa się czasownika ἀποστέλλω (apostellō), tego samego, od którego pochodzi „apostoł”, np. w Iz 6,8 czy Jr 7,25. To znaczy, że idea apostolstwa — bycia wysłanym w imieniu Boga — jest głęboko zakorzeniona w tradycji Izraela. Prorocy, sędziowie, a nawet postaci takie jak Nehemiasz czy Ezdrasz, pełnią rolę Bożych emisariuszy. Nowy Testament rozwija tę koncepcję, gdy Jezus wybiera Dwunastu i nadaje im imię „apostołowie” (Łk 6,13), czyniąc ich fundamentem nowego ludu Bożego. W Dziejach Apostolskich widać, że Duch Święty posyła coraz to nowych uczniów: Barnabę, Pawła, a nawet anonimowych chrześcijan, którzy „rozproszeni głosili słowo” (Dz 8,4). Apostoł to nie tytuł honorowy, lecz zadanie – być tym, który słucha, trwa i niesie. Jezus mówi: „Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam” (J 20,21). W języku greckim warto zwrócić uwagę na czasownik hypoménein użyty w Mt 24,13: „ho hypomeinas eis telos, houtos sothesetai” – „kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony”. Czasownik hypoménein nie oznacza biernego znoszenia trudności, lecz aktywne, odważne trwanie z nadzieją. Aniela w Prologu swojej Reguły cytuje właśnie ten fragment w wersji łacińskiej: „Qui perseveraverit usque in finem, hic salvus erit”. Dla niej bycie apostołem to przede wszystkim wytrwałość w misji i wierność miłości – aż po ostatnie tchnienie.
Aniela i Słowo – fundament posłania
Choć nie studiowała teologii, znała Pismo Święte na pamięć w języku łacińskim. W swoich Pismach cytuje kilkadziesiąt fragmentów Wulgaty, czasem z drobnymi zmianami – np. w słowach Jezusa o Duchu Świętym (J 16,13) zamiast „docebit” pisze „docet”, jakby chciała podkreślić, że Duch już teraz działa i naucza. Jej ulubione teksty to Psalmy, Ewangelie, listy Pawłowe, Apokalipsa – słowa pełne światła i nadziei. W swoich „Radach” i „Testamencie” umieszcza cytaty tak naturalnie, jakby były częścią jej codziennego języka. Dla niej Biblia nie była księgą zamkniętą w kościele, lecz pulsującym życiem słowem, które kształtuje sumienie i relacje. Świadkowie procesu beatyfikacyjnego mówili, że potrafiła głosić nauki „tak piękne, tak mądre i tak duchowe, że trwały godzinę, a nikt się nie nużył”. Teologowie, którzy ją odwiedzali, prosili o wyjaśnienia trudnych fragmentów – z Księgi Psalmów, proroków, a nawet z Apokalipsy. Jak to możliwe, że kobieta bez uniwersyteckiego wykształcenia była dla nich przewodniczką? To właśnie jest znak apostolstwa – gdy mądrość pochodzi nie z ludzkich dyplomów, lecz z zachowywania w sercu Bożego Słowa i karmieniu się inspiracją Ducha Świętego.
Nowy model apostolstwa
Apostolska droga Anieli zaczęła się w ciszy. Gdy była nastolatką, modląc się na polu za zmarłą siostrę, ujrzała wizję: orszak aniołów i jej siostrę szczęśliwą pośród nich. Ta scena wryła się w jej serce. Od tego dnia jej życie stało się całkowitym darem dla Boga – poprzez post, modlitwę, życie franciszkańskie. Mistyczne doświadczenie nie zamknęło jej w samotności przeciwnie, poprowadziło ku ludziom, ku wspólnocie. Jej droga była cicha, ale rewolucyjna. W świecie, który dla kobiet przewidywał albo małżeństwo, albo klasztorne mury, ona zaproponowała coś nowego: wspólnotę kobiet żyjących w świecie, poświęconych Bogu, pracujących i modlących się w codzienności. Towarzystwo św. Urszuli stało się apostolstwem w sercu świata – bez habitów, bez klauzury, ale z płonącym sercem dla Chrystusa. To była ewangelizacja przez obecność, przez wychowanie, przez świadectwo życia. Patrząc na św. Anielę, widzimy, że bycie apostołem to nie wielkie dzieła, ale wierność małym krokom. To życie zanurzone w słowie Bożym, które staje się ciałem w naszych gestach i wyborach. To umiejętność słuchania Ducha Świętego, który „docet” – naucza nas także dziś. To odwaga, by iść pod prąd schematom, jeśli wymaga tego Ewangelia. To wytrwałość – hypoménein – trwanie z nadzieją do końca, bo „kto wytrwa, ten będzie zbawiony” (Mt 24,13). Święta Aniela była nazywana Nowym Apostołem, bo w czasach zamętu była kobietą Ewangelii: kontemplatywną i odważną, prorokinią i nauczycielką, twórczynią wspólnoty i przyjaciółką ubogich. Jej życie przypomina nam, że każdy ochrzczony jest posłany. Apostołowie nie skończyli się na Dwunastu – rodzą się wciąż na nowo, tam gdzie ktoś daje się prowadzić Duchowi i żyje dla Boga w świecie.
Św. Paweł i św. Aniela — miłość jako spoiwo wspólnoty apostolskiej
Apostoł Paweł w 1 Liście do Koryntian, rozdział 13, zawarł jeden z najważniejszych tekstów Nowego Testamentu — Hymn o Miłości. Jego przesłanie jest jasne: nawet najmocniejsze, najbardziej spektakularne dary duchowe są jałowe, jeśli zabraknie miłości (1 Kor 13,1–3). Paweł podkreśla, że bez miłości: języki, proroctwo, dar wiedzy, dar wiary - choć potężne - pozostają puste. Miłość jest fundamentem każdego budującego działania. W dalszych wersetach (1 Kor 13,4–7), Paweł precyzuje negatywne i pozytywne cechy prawdziwej miłości: cierpliwość, łaskawość, brak zazdrości, pokorę, unikanie gniewu, przebaczenie i radość z prawdy. Brak tych postaw - obecność egoizmu, zazdrości, gniewu, pogardy, szukania własnej chwały - stanowi poważną przeszkodę w prawdziwym apostolstwie, bo wypacza ono misję i niszczy wspólnotę.
W swoim Testamencie św. Aniela zwraca się do swoich duchowych córek z apelem, aby każda decyzja - każda troska, każdy gest - wypływał z głębokiej, żywej miłości do Boga i gorliwości o zbawienie dusz. Uważa, że tylko z tak zakorzenionej miłości wszyscy mogą „wydawać dobre i zbawienne owoce” – bo „dobre drzewo nie może złych owoców przynosić” (Mt 7,18). Pozostaje też prośba, by troszczyć się o każdą córkę żywą i głęboką miłością, nosząc w sercu obraz każdej z nich - imię, sytuację, charakter - każdy szczegół indywidualnie. Tylko w takiej relacyjnej i miłosnej postawie wspólnota może trwać. Dodatkowo pisze, by prowadzić innych z „miłością, ręką łagodną i delikatną, a nie władczo i szorstko”, bo Bóg działa przez zaproszenie, a nie przez przymus. Ma być to styl delikatny, cichy, oparty na miłości i szacunku dla wolności drugiego człowieka.
Przeszkodą w byciu apostołem może zatem być:
Brak cierpliwości i łaskawości — gdy działamy w pośpiechu, bez zrozumienia, bez czułości.
Zazdrość, pycha, poszukiwanie własnej chwały — gdy troszczymy się o swój wizerunek bardziej niż o dobro innych.
Brak przebaczenia i pamiętanie urazy — gniew i żal zatruwają relacje, uniemożliwiają autentyczną wspólnotę.
Twardość i chłód w odniesieniu do innych — gdy dominujemy, zamiast prowadzić przez przykład i miłość.
Działanie bez wewnętrznej motywacji miłości — nawet najpiękniejsze dzieła mogą pozostać owocem mechaniki, nie serca.
Te postawy są odwrotnością miłości, i jak przestrzega Paweł, sprawiają, że dar apostolski staje się pusty. Św. Aniela pokazuje, że każdy aspekt życia wspólnotowego - troska, wychowanie, decyzje - musi być zakorzeniony w miłości.
Nie bądź absurdalnym apostołem!
Święta Aniela przypomina nam, że prawdziwa moc apostolstwa rodzi się z serca pełnego miłości. Gdy troszczymy się o każdego człowieka po imieniu, gdy nosimy w sercu jego historię i potrzeby, wtedy wspólnota staje się drzewem wydającym dobre owoce. Apostoł nie przymusza, nie narzuca – zaprasza, prowadząc w duchu łagodności i wolności, tak jak czynił to Chrystus. Święty Paweł ostrzega, że bez miłości człowiek jest jak cymbał brzmiący donośnie, ale pusty w środku. Wyobraźmy sobie taki instrument: głośny, efektowny, ale pozbawiony harmonii – hałasuje, zamiast tworzyć melodię. Tak właśnie wygląda życie pozbawione miłości: spektakularne zewnętrznie a wewnętrznie puste.
Łacińskie słowo absurdus oznaczało kiedyś „fałszywie brzmiący”. Człowiek, który działa bez miłości, staje się takim fałszywym dźwiękiem – sprzecznym z Bożą harmonią. Ale być prawdziwym apostołem to coś więcej niż unikanie fałszu. To życie w pełnej wolności i otwartości – tak jak sugeruje słowo absolutus: niezwiązany, wolny od egoizmu i ciasnych planów, gotowy na nowość drugiego człowieka i niespodzianki Boga. Prawdziwy apostoł nie jest hałasem. Jest melodią – harmonią życia, które współbrzmi z Bogiem i z ludźmi. Jego słowa i czyny mają wagę, bo rodzą się z serca zakorzenionego w miłości, a nie z pragnienia pokazania siebie. Takie “apostołowanie” jest prawdziwy, cichy i głęboki – i tylko on ma moc przemieniać świat.

Niedziela Chrztu Pańskiego zaprasza nas więc, by jeszcze raz wrócić nad własny Jordan. By przypomnieć sobie, że tam, gdzie pozwalamy Bogu zstąpić, otwiera się niebo. A nad każdą historią, która zostaje zanurzona w Chrystusie, wciąż rozbrzmiewa ten sam głos: „Tyś jest mój syn umiłowany, moja córka umiłowana. W tobie mam upodobanie”.

Wiernie i radośnie
trwajcie w rozpoczętym dziele.
św. Aniela Merici