Na progu nowego roku Kościół nie proponuje nam bilansu ani programu naprawczego. Nie pyta, co osiągniemy, lecz w czyim Imieniu wejdziemy w czas, który się otwiera. Liturgia Nowego Roku prowadzi nas do Betlejem, do sceny cichej i pozornie niepozornej: do dnia, w którym Dziecko otrzymuje imię.
Święty Łukasz zapisuje: Gdy nadszedł ósmy dzień i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym je nazwał anioł, zanim się poczęło w łonie Matki (Łk 2,21).
To właśnie ten moment - jak zauważa Karl Rahner - Kościół stawia na początku świeckiego roku. Nie dlatego, że zmienia się kalendarz liturgiczny, lecz dlatego, że to w codziennym, „ziemskim” czasie rozgrywa się historia naszego zbawienia. Nowy Rok nie jest ucieczką od Boga, ale jest przestrzenią, w której Jego łaska chce się wydarzać.
Rahner pisze, że czas może nas przytłaczać: kolejne lata mijają nieodwracalnie, a świadomość tego bywa źródłem smutku lub lęku. A jednak - podkreśla - czas nie biegnie ku pustce, lecz podąża w stronę Boga i wieczności. Dlatego także Nowy Rok ma sens tylko wtedy, gdy zaczynamy go „w Imię”.
Ewangelia mówi, że imię Dziecka nie jest owocem ludzkiej decyzji. Zostało dane z góry, objawione jeszcze przed Jego narodzeniem. W biblijnym myśleniu imię (shem) nie jest zwykłym dźwiękiem, ale streszczeniem całej relacji, jaką można mieć z osobą. Imię objawia, kim ktoś jest dla drugiego.
Imię Jezus - Jeszua - znaczy: „Jahwe zbawia”, „Jahwe jest ratunkiem”. Rahner zatrzymuje się przy tej prostocie. To imię zawiera w sobie całe doświadczenie Izraela z Bogiem: Boga, który nie pozostał nieosiągalny i bezimienny, lecz dał się poznać w historii, w działaniu, w wierności. Bóg pozwolił, by Go nazwać - a przez to, by wejść z człowiekiem w realną, osobową relację. Dlatego - pisze Rahner - jeśli chcemy powiedzieć, kim jest nasz Bóg, musimy powiedzieć: Jezus. Bez tego Imienia Bóg rozpłynąłby się w abstrakcji, stałby się odległym „fundamentem świata”. Ale w Jezusie Bóg ma twarz, bliskość i historię. W Nim wiemy, czego możemy się po Bogu spodziewać: miłości, wierności i pomocy aż do końca.
Na progu nowego roku Rahner proponuje gest prosty, a zarazem głęboko biblijny: tak jak przy Epifanii zapisujemy nad drzwiami domów znaki C+M+B, tak nad bramą Nowego Roku wpiszmy Imię Jezus. Nie jako zabezpieczenie przed trudnościami, ale jako wyznanie zaufania. Jako zgodę, by to Imię określało sens dni, które przyjdą. Jeśli bowiem - jak pisze - nad tym rokiem jaśnieje Imię Jezusa, to nawet jego najciemniejsza godzina pozostaje godziną Pana. Czas nie przestaje być zbawczy tylko dlatego, że jest trudny. Tam, gdzie jest to Imię, tam czas staje się przestrzenią łaski.
Dlatego, przekraczając próg Nowego Roku, możemy uczynić znak krzyża na czole, umyśle i sercu - i z ulgą powtórzyć słowa psalmu: „Nasza pomoc jest w Imieniu Pana”. Niech to Imię będzie światłem dla nadchodzących dni. Niech uczy nas odwagi, gdy czas będzie napierał. I niech pozwoli nam wejść w Nowy Rok w Imieniu, które zbawia.
s. Anna Kalecińska

Ewangelista Mateusz rozpoczyna Kazanie na Górze sceną, która sama w sobie jest już teologią: Jezus wchodzi na górę, siada i naucza. W Biblii góra jest zawsze miejscem objawienia: to tu Bóg mówi, tu daje Prawo, tu odsłania swoją wolę. A jednak to, co Jezus wypowiada, zaskakuje. Nie są to nakazy ani zakazy, lecz osiem razy powtórzone słowo makárioi - „błogosławieni”, „szczęśliwi”. W języku greckim nie chodzi o chwilowe zadowolenie, ale o stan głębokiego spełnienia, który ma swoje źródło w Bogu, a nie w zmiennych okolicznościach.

Dusza czuje się wezwana
podążać jedynie tą drogą,
którą jej wyznacza Ten,
za którym tak żarliwie tęskni.
św. Maria od Wcielenia