logo
Aktualności

„Czy miłujesz mnie, urszulanko?” 27 stycznia - Uroczystość Świętej Anieli Merici

Każde powołanie chrześcijańskie - a więc i nasze powołanie urszulańskie - zaczyna się i kończy w miłości. To miłość Boga nas powołuje, prowadzi i przemienia. A my każdego dnia wracamy do tej samej modlitwy serca: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham”. Te słowa nie rozbrzmiewają jedynie na kartach Ewangelii, w scenie rozmowy Jezusa z Piotrem nad brzegiem Jeziora Genezaret. Są one również wyrzeźbione w marmurze nad statuą św. Anieli Merici, wzniesionej w 1866 r. dzięki staraniom ks. Franciszka Piotra Richaudeau w Bazylice św. Piotra w Rzymie.

Bezpośrednio Nad figurą św. Anieli znajdują się dokładnie dwa wyrazy: DILIGO TE - „KOCHAM CIĘ”. O tej niezwykłej symbolice przypominała nam matka Judith Mietzelfeld w swoim 207. okólniku.

Ta pozornie drobna ciekawostka staje się dla nas ikoną powołania. Nad kamienną figurą Matki i Założycielki Towarzystwa św. Urszuli widnieją słowa, które możemy odczytać dwojako. Z jednej strony jest to wyznanie Piotra wypowiedziane wobec Jezusa -  Domine, tu omnia nosti, tu scis quia DILIGO TE  - „Panie, Ty wiesz wszystko, Ty wiesz że CIĘ KOCHAM” - słowa, które każdego dnia pragniemy powtarzać także my, w naszej relacji z Chrystusem. Z drugiej strony są one naszą odpowiedzią wobec św. Anieli - kochamy Cię, naszą Matkę, przewodniczkę powołania, tę, która prowadzi nas drogą wierności. A może i sama św. Aniela mówi dziś do nas: „Miłuję cię, moja siostro”. Czy słyszę jej głos?

Św. Aniela Merici uczy nas, że miłość do Boga i miłość do ludzi są nierozerwalne. Jej życie nie było tylko modlitwą i kontemplacją, ale także służbą, towarzyszeniem, wychowaniem i troską o drugiego człowieka - zwłaszcza o dziewczęta i kobiety, które potrzebowały światła Ewangelii, odwagi i nadziei. Jej powołanie nie było łatwe. Nie było owocem prostych wyborów ani spokojnej drogi. Straciła rodzinę we wczesnej młodości, doświadczyła samotności, zmagań wewnętrznych, trudów czasów reformacji. A jednak nie zrezygnowała z odpowiedzi na miłość Boga, nawet wtedy, gdy droga stawała się wymagająca i niezrozumiała. To właśnie ta wierna, cicha, wytrwała odpowiedź na miłość Bożą stała się fundamentem Towarzystwa św. Urszuli - wspólnoty, która miała żyć powołaniem nie poza światem, lecz w jego sercu, w codzienności, przez modlitwę, służbę i miłość bliźniego.

I tutaj spotykają się dwie postacie: Piotr i Aniela.

Matka Judith pisała, że Jezus powołując, zna naszą kruchość. Wie, że nie jesteśmy „skałami”. Wie, że potrafimy się Go zapierać w drobnych codziennych wyborach, zapominać o Nim, żyć tak, jakby Go nie było. Zna naszą słabość, niestałość i lęk. A jednak powołuje. Bo wie też coś więcej: że Jego miłość ma moc przemiany. Wie, że kiedy o Nim zapominamy, gubimy samych siebie. I wie, że potrafi nas na nowo przywołać do siebie i do prawdy o nas samych.

Tak uczynił z Piotrem - rybakiem, który zaparł się Mistrza, a potem stał się Skałą Kościoła. Tak uczynił z Anielą - kobietą zranioną stratą, a jednak stającą się matką i przewodniczką wielu dusz. Z piasku może uczynić skałę. Jak? Pytając tylko o jedno: „Czy mnie miłujesz?” Nie pyta o doskonałość. Nie pyta o siłę. Nie pyta o gotowość do heroizmu. Wystarczy miłość. Tak rodzi się także nasze powołanie.

Dziś, stojąc wobec tego samego pytania Jezusa, które padło nad brzegiem jeziora Genezaret, i wobec tych samych słów wyrytych nad statuą św. Anieli, możemy zapytać w ciszy serca:

  1. Czy kocham Chrystusa? Czy pozwalam, by Jego miłość była centrum mojego życia?
  2. Czy kocham św. Anielę? Nie jako postać z przeszłości, ale jako siostrę w wierze, która prowadzi mnie ku świętości, uczy odwagi, wierności i służby.
  3. Czy kocham moje powołanie urszulańskie? Bo to właśnie ono jest moją drogą odpowiedzi na miłość Boga.

Miłość św. Anieli była pełna konkretów, cierpliwości i odwagi. Nie zamknęła się w czterech ścianach, lecz wyszła ku światu - ku ludziom, rodzinom, wspólnotom. Dlatego jej charyzmat wciąż żyje w naszym powołaniu urszulańskim. Niech to święto będzie dla nas cichym, ale mocnym przypomnieniem:

- że nasze powołanie zawsze wraca do miłości,

- że miłość Boga jest fundamentem naszych wyborów, relacji i misji,

- że odpowiedź „miłuję Cię” jest codziennym aktem wiary, nadziei i oddania.

Niech słowa wyryte nad statuą św. Anieli - „miłuję Cię” - staną się dziś także Twoim osobistym wyznaniem serca. I uwierz, siostro, że Chrystus Cię umiłował, a Twoja Siostra-Matka Aniela wciąż prowadzi Cię drogą miłości, która nie przemija.

IV Niedziela Zwykła

Ewangelista Mateusz rozpoczyna Kazanie na Górze sceną, która sama w sobie jest już teologią: Jezus wchodzi na górę, siada i naucza. W Biblii góra jest zawsze miejscem objawienia: to tu Bóg mówi, tu daje Prawo, tu odsłania swoją wolę. A jednak to, co Jezus wypowiada, zaskakuje. Nie są to nakazy ani zakazy, lecz osiem razy powtórzone słowo makárioi - „błogosławieni”, „szczęśliwi”. W języku greckim nie chodzi o chwilowe zadowolenie, ale o stan głębokiego spełnienia, który ma swoje źródło w Bogu, a nie w zmiennych okolicznościach.

Na dziś

Dusza czuje się wezwana
podążać jedynie tą drogą,
którą jej wyznacza Ten,
za którym tak żarliwie tęskni.

św. Maria od Wcielenia