logo

XI Niedziela Zwykła

XI NIEDZIELA ZWYKŁA

 

XI Niedziela Zwykła (Mt 9, 36 – 10, 8)

Ewangelia XI niedzieli zwykłej prowadzi nas najpierw do spojrzenia Jezusa. Zanim padnie choć jedno słowo o misji, zanim zostaną powołani apostołowie i wysłani na drogi Izraela, Jezus zatrzymuje wzrok na tłumach. To spojrzenie nie jest powierzchowne. Nie zatrzymuje się na liczbach, na zachowaniach ludzi ani na ich religijnej gorliwości. Sięga głębiej. Dociera do tego miejsca w człowieku, którego często nie widzą inni, a czasem nie dostrzegamy nawet my sami.

Ewangelista mówi, że Jezus ulitował się nad ludźmi, ponieważ byli „znękani i porzuceni jak owce niemające pasterza”.

Grecki tekst Ewangelii używa tutaj dwóch niezwykle wymownych słów. Pierwsze z nich - eskylmenoi - pochodzi od czasownika skyllō, oznaczającego dręczyć, męczyć, ranić, a nawet dosłownie „szarpać skórę”. Człowiek, którego widzi Jezus, nie jest więc jedynie zmęczony codziennością. Jest kimś wewnętrznie poranionym, rozdartym przez ciężar życia, przez własne słabości, lęki, rozczarowania i niespełnione nadzieje. Drugie słowo - errimmenoi - pochodzi od czasownika rhiptō, oznaczającego rzucić, powalić na ziemię, pozostawić bezradnym. To obraz człowieka, który nie tylko cierpi, ale który został jakby zepchnięty na margines, pozbawiony sił do dalszej drogi. Człowieka leżącego przy drodze życia.

To niezwykle prawdziwy obraz ludzkiej kondycji. Każdy z nas zna chwile, kiedy czuje się właśnie taki: poraniony przez doświadczenia, zmęczony walką, przygnieciony troskami, zagubiony pośród wielu głosów mówiących, dokąd iść. Można mieć wokół siebie ludzi, obowiązki, sukcesy, a jednocześnie nosić w sercu doświadczenie głębokiego osamotnienia. Taką sytuację człowieka opisuje zresztą całe Pismo Święte. Kiedy Mojżesz modli się o następcę dla Izraela, prosi Boga, aby lud nie był „jak owce bez pasterza” (Lb 27,17). Prorok Ezechiel ukazuje naród rozproszony po górach, ponieważ zabrakło prawdziwych pasterzy. W Psalmie 23 odpowiedzią Boga na ten ludzki los staje się jedno z najpiękniejszych wyznań wiary: „Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie”. Jezus patrzy na tłum i rozpoznaje w nim właśnie te owce, których od wieków szuka Bóg. Widzi ludzi znękanych i porzuconych, ale nie pozostawia ich w takim stanie. Jego współczucie nie jest wzruszeniem, które trwa chwilę. Miłosierdzie Jezusa zawsze staje się działaniem.

Dlatego zaraz po tym spojrzeniu słyszymy słowa o żniwie. Mogłoby się wydawać, że skoro problemem są znękani ludzie, Jezus powinien najpierw mówić o nich. Tymczasem mówi o robotnikach. Jakby chciał powiedzieć swoim uczniom: świat jest pełen ludzi czekających na nadzieję, ale potrzeba tych, którzy zaniosą im Dobrą Nowinę o nadziei. Co ciekawe, Jezus nie rozpoczyna od wysyłania. Najpierw mówi: „Proście Pana żniwa”. Pierwszym zadaniem ucznia jest modlitwa. Dopiero człowiek, który nauczył się patrzeć na świat oczami Boga, może zostać posłany.

A potem Jezus przywołuje Dwunastu. Nie wybiera ludzi doskonałych. Wśród nich są rybacy, nadgorliwi, celnik, a nawet ten, który kiedyś Go zdradzi. To bardzo pocieszające. Bóg nie czeka na idealnych robotników. Posyła ludzi słabych, ale gotowych pozwolić Mu działać. Być może właśnie w tym tkwi najgłębsze przesłanie dzisiejszej Ewangelii. Jezus nie tylko widzi ludzi znękanych i porzuconych. On posyła do nich innych ludzi, którzy sami doświadczyli Jego miłosierdzia. Najpierw pozwala nam odnaleźć siebie jako owce odnalezione przez Pasterza, a dopiero potem czyni nas uczestnikami swojej misji.

Może więc warto dziś zapytać siebie: w którym miejscu mojego życia jestem jeszcze „znękany i porzucony”? Gdzie potrzebuję, aby Chrystus spojrzał na mnie z tą samą czułością, z jaką patrzył na tłumy? I czy jestem gotów stać się dla kogoś znakiem obecności Dobrego Pasterza? Świat wciąż pełen jest ludzi poranionych i pozostawionych przy drodze. A Chrystus nadal szuka robotników na swoje żniwo.

s. Anna OSU

XI Niedziela Zwykła

Ewangelia XI niedzieli zwykłej prowadzi nas najpierw do spojrzenia Jezusa. Zanim padnie choć jedno słowo o misji, zanim zostaną powołani apostołowie i wysłani na drogi Izraela, Jezus zatrzymuje wzrok na tłumach. To spojrzenie nie jest powierzchowne. Nie zatrzymuje się na liczbach, na zachowaniach ludzi ani na ich religijnej gorliwości. Sięga głębiej. Dociera do tego miejsca w człowieku, którego często nie widzą inni, a czasem nie dostrzegamy nawet my sami.

Na dziś

Boże jesteś moim Życiem, bo mnie wypełniasz.

św. Maria od Wcielenia