Niedzielne Inspiracje - XXVIII Niedziela Zwykła
Niedzielne Inspiracje - XXVIII Niedziela Zwykła
Zaproszeni na ucztę - Mt 22, 1–14
.jpg)
Można tak długo budować własne imperium, że w końcu zabraknie w nim miejsca dla Boga
Przypowieść o uczcie weselnej opowiada o ludziach, którzy odmówili królowi. Jeden poszedł na swoje pole, drugi zajął się swoim kupiectwem. Grecki tekst Ewangelii jest tutaj bardzo wymowny: pierwszy udał się na agros (ἀγρός), czyli pole, drugi zaś na emporia (ἐμπορία) - miejsce handlu, wymiany i pomnażania zysków. Można też pójść o krok dalej i zapytać, co się dzieje, gdy nasze emporium, czyli świat własnych interesów, zaczyna przeradzać się w imperium - prywatne królestwo, w którym sami ustalamy zasady i chcemy mieć wszystko pod kontrolą. Te dwa różne obrazy łączy jedno: każdy wraca do swojego świata, do tego, co własne, znane i czym potrafi sam zarządzać. Jeden zajmuje się ziemią, drugi pomnaża swoje dobra. Żaden nie musi otwarcie odrzucać króla a wystarczy, że własne sprawy uzna za ważniejsze od jego zaproszenia.
Bóg nie jest przeciwnikiem naszych planów. Nie chce nam odebrać życia ani zniszczyć tego, co budujemy. Czasem jednak zaprasza nas, byśmy przestali traktować własne plany jak jedyną możliwą drogę. Już na pierwszych kartach Biblii człowiek otrzymuje ziemię, którą ma uprawiać i doglądać (Rdz 2,15). Praca jest dobra, podobnie jak odpowiedzialność za świat i własną przyszłość. Ziemia nie została dana człowiekowi po to, by zapomniał o Tym, który mu ją powierzył. W historii Kaina i Abla widzimy, jak łatwo to, co powinno służyć życiu, może stać się przestrzenią zamknięcia. Kain składa Bogu ofiarę z owoców ziemi, a jednak nie potrafi przyjąć Bożego pytania o to, co dzieje się w jego sercu. Zamiast zmierzyć się z własną zazdrością, wychodzi z bratem w pole i tam go zabija (Rdz 4,3–8). Pole samo w sobie nie jest złe. Staje się jednak miejscem dramatu, kiedy człowiek pozostaje zamknięty we własnych emocjach i nie pozwala, by Bóg pomógł mu zobaczyć prawdę.
Podobnie dzieje się, gdy praca odbiera nam zdolność słuchania. Izraelici w Egipcie nie potrafili przyjąć słów Mojżesza z powodu zniechęcenia i ciężkiej pracy (Wj 6,9). Kupcy za czasów proroka Amosa niecierpliwie czekali na koniec szabatu, by znów móc sprzedawać i zarabiać (Am 8,4–6). Ludzie za czasów Aggeusza troszczyli się o swoje wygodne, wykończone domy, podczas gdy dom Pański pozostawał w ruinie (Ag 1,3–9). W każdym z tych przypadków pojawia się podobne pytanie: czy w trosce o własne sprawy nie zgubiliśmy czegoś, co powinno być najważniejsze? Psalmista przypomina, że można wstawać przed świtem i pracować do późna, a mimo to nie odnaleźć pokoju: „Daremne jest wasze wstawanie przed świtem i przesiadywanie do późna w nocy” (Ps 127,2). Nie chodzi o to, by przestać się starać. Chodzi o to, by nie uwierzyć, że wszystko zależy wyłącznie od nas. Bóg często powołuje ludzi w samym środku ich codzienności. Eliasz spotyka Elizeusza, gdy ten orze pole (1 Krl 19,19–21). Gedeon młóci zboże, kiedy słyszy wezwanie (Sdz 6,11–14). Dawid pasie owce, gdy zostaje wybrany na króla (1 Sm 16,11–13). Jezus spotyka Piotra, Andrzeja, Jakuba i Jana przy sieciach, a oni potrafią zostawić swoje dotychczasowe zajęcia i pójść za Nim (Mt 4,18–22). Żaden z tych ludzi nie musiał najpierw przestać pracować, marzyć ani planować. Musieli jednak pozwolić, by Bóg stał się kimś najważniejszym w ich dotychczasowy świat.
Czasem chcemy najpierw wszystko sobie poukładać: zdobyć wykształcenie, znaleźć odpowiednią pracę, osiągnąć stabilność, poznać siebie, zabezpieczyć przyszłość. Dopiero potem, kiedy wszystko będzie gotowe, zamierzamy zapytać Boga, czego od nas chce. Tyle że wtedy nasze imperium może być już tak dobrze zorganizowane, że nie będzie w nim miejsca na żadną zmianę. Nie dlatego, że Bóg nie zaprasza, lecz dlatego, że my nauczyliśmy się żyć tak, jakbyśmy nikogo nie potrzebowali. A przecież powołanie nie zawsze oznacza porzucenie wszystkiego, co znamy. Czasem oznacza odkrycie, że nasze talenty, pragnienia i plany mogą służyć czemuś większemu a innym razem wymaga odwagi, by zostawić to, co dobre, ale nie jest naszą drogą. Nie chodzi o to, by na siłę rezygnować z własnych marzeń. Chodzi o to, by nie bać się zapytać, czy nie istnieje marzenie większe niż to, które sami dla siebie wymyśliliśmy. Król z przypowieści nie rezygnuje z uczty tylko dlatego, że pierwsi zaproszeni nie przyszli. Wysyła sługi na rozstajne drogi, by zaprosili wszystkich, których spotkają (Mt 22,9–10). Stół pozostaje przygotowany. Zaproszenie nie jest nagrodą dla ludzi, którzy mają już idealnie poukładane życie. Jest darem. Nie trzeba na nie zasłużyć ani najpierw stać się kimś wyjątkowym.
Można całe życie budować własne imperium, zasiąść na tronie i mieć wszystko pod kontrolą, a mimo to pozostać samotnym władcą, który nie ma z kim dzielić swojego życia. Skutki takiego braku więzi widzimy boleśnie także w niepokojących doniesieniach o ostatnich atakach w szkołach - choć każda z tych tragedii ma własną, złożoną historię, stawia przed nami pytanie, czy wystarczająco wcześnie dostrzegamy samotność, cierpienie i zagubienie drugiego człowieka. Bóg zaprasza nas do relacji, do miłości, do życia, które nie kończy się na tym, co potrafimy sami zdobyć i zabezpieczyć. Zaprasza nas do uczty, przy której jest miejsce dla Niego i dla drugiego. Być może dziś Bóg zaprasza cię do szczerego przyjrzenia się własnym pragnieniom. Może pyta, czy wśród wszystkich twoich planów zostawiłeś Mu choć trochę przestrzeni, czy też zaprosiłeś Go jedynie do pobłogosławienia tego, co już postanowiłeś.
s. Anna OSU

Bóg zaprasza nas do relacji, do miłości, do życia, które nie kończy się na tym, co potrafimy sami zdobyć i zabezpieczyć. Zaprasza nas do uczty, przy której jest miejsce dla Niego i dla drugiego. Być może dziś Bóg zaprasza cię do szczerego przyjrzenia się własnym pragnieniom. Może pyta, czy wśród wszystkich twoich planów zostawiłeś Mu choć trochę przestrzeni, czy też zaprosiłeś Go jedynie do pobłogosławienia tego, co już postanowiłeś.

Miejcie nadzieję i mocną wiarę,
że Bóg pomoże wam we wszystkim.
św. Aniela Merici